Filmowy 2010

Grudzień to czas wszechobecnych podsumowań. Co odniosło sukces, a co okazało się porażką. Pewnie nie udało mi się obejrzeć wszystkich filmów mianowanych tytułem najważniejszych w 2010. Starałam się jednak zobaczyć, które najbardziej wydały mi się warte uwagi.

Czy któryś z nich mnie zachwycił, zaskoczył lub rozczarował?

Czas na subiektywny ranking „hitów” 2010.

Avatar” – długo wzbraniałam się przed pójściem do kina na ten film. Efekty specjalne, technika 3D to z pewnością nie moje klimaty. Film jednak obejrzałam, a  największą rozrywką w czasie seansu było obserwowanie wpatrzonej  w ekran widowni, przybranej w okulary do 3D.  Przykro mi więc Panie Cameron, czekam na coś lepszego.

„Autor widmo” z racji skandalu związanego z aresztowaniem Romana Polańskiego dla wielu stał się pozycją obowiązkową. Jakie to dzieło stworzył „ten zły Roman” – z pewnością zastanawiało się wielu. W końcu najlepszą promocją jest skandal. Thriller polityczny o ghost writerze, w rolę któego wcielił się Ewan MCgregor kilmatem przypominał allenowski „Sen Kassandry”. Myślę, że nie tylko z  racji głównego aktora. Mroczny, niepokojący, przybliżający polityczne realia, niestety nierzadko zupełnie odmienne od tych kreowanych przez media. Według mnie film zasłużył na czwórkę z plusem.

Na „Incepcję” Christophera Nolana szłam pełna nadziei. Uwielbiam kino surrealistyczne, odwołujące się do ludzkiej wyobraźni, świata snów, rejestrujące to, co zwykle kryje się w naszym umyśle. No cóż pomysł „Incepcji” był intrygujący i nowatorski, jednak gorzej poszło z jego realizacją. Zdaje mi się, że reżyser postawił bardziej na ilość niż jakoś, a forma przyćmiła treść.

Obawiam się, że może jestem zbyt wymagająca, zbyt wybredna, ale kolejnym filmem, określanym mianem interesującego miał być „Social Network„. Kupiłam bilet, siadłam wygodnie w kinowym fotelu i już po kilkunastu minutach rozglądałam się wokół, w poszukiwaniu czegoś interesującego, szerokim łukiem omijając ekran.  Mimo socjologicznego wydźwięku film jest nudny, przewidywalny i banalny.

Z polskich filmów podobał mi się „Chrzest” i za nic mam sobie psioczenia krytyków, Panie i Panowie porównując ten film z innymi polskimi „komediami roku”  wnioski nasuną się same – to film dobry.

Tak więc tegoroczne kino niczym nie zaskoczyło, reżyserowie próbowali zaintrygować możliwościami technicznymi kina, zapominając, że najważniejszy jest temat i że kino to takie medium, które powinno opowiadać proste historie w niebanalny sposób. Historie tymczasem były przekombinowane, a środki którymi się posługiwano – przesadzone. Na szczęście przed nami kolejny rok i liczę na to, że niejeden twórca filmowy złoży przed sobą samym postanowienie zrobienia prawdziwego Hitu.

0 comments on “Filmowy 2010Add yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.