„Dla mnie najważniejsze są emocje” – o swojej wizji kina opowiada reżyser, Tomasz Wasilewski

fot. Dariusz Lipka
fot. Dariusz Lipka

Młody i zdolny twórca. Reżyser i scenarzysta. Jego filmy na długo zapadają w pamięć, bo opowiadają bolesną prawdę o człowieku i targających nim emocjach. Na ekrany polskich film wszedł właśnie jego najnowszy obraz „Zjednoczone Stany Miłości”. W trakcie oficjalnej premiery filmu w Gdyni miałam okazję dowiedzieć się więcej o tym,  jakie kino tworzy Tomasz Wasilewski.

Magdalena Łoboda: Na początku chciałabym pogratulować ogromnego sukcesu. Bardzo się cieszę, że będę mogła dziś zobaczyć „Zjednoczone Stany Miłości”, bo już nie mogłam doczekać się premiery. Chciałabym na początku odnieść się właśnie do tego filmu.  Akcja rozgrywa się na przełomie lat 80-tych i 90-tych, byłeś wtedy młodym chłopakiem, miałeś około dziesięciu lat. Na pewno masz jakieś wspomnienia, wrażenia i refleksje dotyczące tego okresu.  W jaki sposób inspirowały Cię one w tworzeniu scenariusza filmu?

Tomasz Wasilewski:  Inspirował mnie czas i inspirowało mnie miejsce. Ja się wychowałem w Inowrocławiu, 80-tysięcznym mieście i ten świat filmowy budowałem na wspomnieniach, jakie pamiętam: szkoły podstawowej, klubu osiedlowego, do którego uczęszczałem. To są dla mnie takie bezpośrednie odnośniki. Chciałem jak najbardziej odzwierciedlić to, co pamiętałem i emocje, jakie się z tymi miejscami łączyły. Przez to próbowałem stworzyć świat, który by działał na bohaterki i bohaterów, ponieważ miejsce, w którym jesteśmy zawsze kształtuje i wpływa na nas. To są historie wymyślone. To jest moja fantazja na temat ludzi, których wtedy spotykałem na klatce schodowej czy przed blokiem. Chciałem, już jako dorosły facet, zastanowić się nad ich życiem – jakie mogło być.

Magdalena Łoboda: Kiedyś w jednym z wywiadów powiedziałeś, że w swoich filmach opowiadasz o bohaterach połamanych, samotnych. Takich, którzy nie mogą się odnaleźć w rzeczywistości, w której żyją. To jest Twoja obserwacja na temat kondycji ludzkiej natury czy bardziej badasz pewien wycinek społeczeństwa, ludzi niedopasowanych?

Tomasz Wasilewski:  Ja nie robię portretów społeczeństwa. Nie analizuje ani czasów, ani ludzi. Być może to wychodzi w filmach, ale mnie to nie interesuje. Nie robię też kina misyjnego. Dla mnie najważniejsze są emocje i  sportretowanie prawdziwego człowieka, znalezienie prawdy o nim i emocji, które nim targają. Najbardziej fascynują mnie bohaterowie złamani, którzy stoją nad przepaścią kiedy tak naprawdę nie wiemy co z nimi będzie – czy spadną czy się uratują. Te najtrudniejsze momenty w sztuce najbardziej czuję: ból, zagubienie, pożądanie. Interesuje mnie to bardziej niż całkowite szczęście.

fota na bloga 2_small

Magdalena Łoboda: W mediach pojawiła się taka opinia, że jesteś głosem pokolenia. Wspominałeś, że nie chcesz robić kina misyjnego, a jednak portretujesz społeczeństwo, ukazujesz współczesne spojrzenie na człowieka – czy to jest tylko Twoja subiektywna refleksja?

Tomasz Wasilewski: Moim zdaniem całkowicie subiektywna, ponieważ to jest mój punkt widzenia o danej emocjonalności  i o danym człowieku. Może przez to, że jednak w każdym filmie, bez względu na jego osadzenie – miejsce czy czas, to są to przede wszystkim portrety emocjonalne ludzi, które tak naprawdę nie mają granic, ani czasu. Pod tym względem te filmy są uniwersalne. Być może jest to obraz  mojego pokolenia, nie wiem, może to się okaże za dziesięć lat.  My tego nie wiemy. Ja jestem też ostatni, który będzie interpretował swoje kino albo je bronił. Ja już zrobiłem film, należy on teraz do widzów. Możemy rozmawiać o tym, co poczuliśmy, co widz poczuł. To jest najbardziej interesujące.

Magdalena Łoboda: W Twoich filmach najważniejsze są emocje. Od początku wiedziałeś, że takie kino chcesz tworzyć?

Tomasz Wasilewski: Nie to, że wiedziałem.  Po prostu zacząłem pisać. To też nie jest kalkulacja. To jest mi najbliższe, najbardziej szczere.  Coś, co mnie interesuje, tematy i ludzie jacy mnie interesują.

Magdalena Łoboda. A pod względem formy jakbyś zdefiniował swoje kino?

Tomasz Wasilewski: Po tych trzech filmach zauważyłem, że opowiadam w większości master shotami. Jedna scena to jest jedno ujęcie. Zawsze mało też używałem specjalnie do filmu skomponowanej muzyki, w „Zjednoczonych Stanach Miłości” nie ma jej w ogóle. Jednym z moich narzędzi jest też ciało, buduję świat i emocję bohaterów właśnie poprzez ciało. To są takie punkty styczne, które można zauważyć w każdym moim filmie i budować z tego mój język.

To jest jednak trudne dla twórcy, żeby ten język interpretować. Ja robię kino intuicyjnie. Wydaje mi się, że często pojawia się motyw wody. W scenografii bardzo często wybieram strukturę betonu. Być może dlatego, że wychowałem się w betonowych osiedlach. Trudno jest mi to jednak ocenić.

Magdalena Łoboda: A jak zaczynasz kręcić film, to masz już jakąś gotową wizję, czy ona ewoluuje w trakcie zdjęć?

Tomasz Wasilewski: Oczywiście zawsze to się zmienia na zdjęciach, ale ja już wchodząc na plan bardzo dobrze wiem, czego chce, co chcę zrobić i jak  film ma wyglądać. Daje sobie oczywiście czas na  poszukiwania, ale też nie pracuję na improwizacji. Jeśli była jakakolwiek improwizacja to na próbach. Ja jednak mam wszystko pod kontrolą.  Lubię wiedzieć jak najwięcej o bohaterach i o ich świecie.

Magdalena Łoboda: Czy możesz zdradzić swoje najbliższe plany zawodowe?

Tomasz Wasilewski: W tym momencie piszę nowy scenariusz. Jak wszystko dobrze pójdzie to w drugiej połowie przyszłego roku stanę na planie i zrealizuję zdjęcia do nowego filmu. Będzie to emocjonalny portret bardzo dojrzałej kobiety.

Magdalena Łoboda: Czyli znowu możemy się spodziewać trudnego kina?

Tomasz Wasilewski:  Obawiam się, że może być jeszcze trudniejsze.

Magdalena Łoboda: W takim razie trzymam kciuki i dziękuję za rozmowę.

Tomasz Wasilewski – polski reżyser oraz scenarzysta. Ukończył studia na kierunku reżyseria filmowa i telewizyjna w Akademii Filmu i Telewizji. Twórca takich filmów jak „W sypialni”, „Płynące wieżowce” czy też „Zjednoczone Stany Miłości”, które zostały nagrodzone Srebrnym Niedźwiedziem za najlepszy scenariusz na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym „Berlinale”.

0 comments on “„Dla mnie najważniejsze są emocje” – o swojej wizji kina opowiada reżyser, Tomasz WasilewskiAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.