„Wałęsa – człowiek z nadziei” – o filmie słów kilka

walesa2WAŁĘSANa najnowszy film Andrzeja Wajdy „Wałęsa – człowiek z nadziei” poszłam z kilku powodów. Przede wszystkim uznałam, że jako osoba pisząca o kinie i początkująca recenzentka – powinnam. Jako mieszkanka Trójmiasta chciałam również przyjrzeć się po raz kolejny wydarzeniom, które miały miejsce na Wybrzeżu, a które uznano za te, zmieniające bieg historii. No i oczywiście chciałam zobaczyć w jakiej formie filmowej jest obecnie Andrzej Wajda. Obraz koncentruje się przede wszystkim na działalności opozycyjnej Wałęsy, pokazuje jego drogę od lat 70-tych, aż po czasy gdy obalono komunizm, a w Polsce doszło do pierwszych wolnych wyborów. Rola Wałęsy w tych wydarzeniach jest niezaprzeczalna, jako lider i wojownik stanął na czele ludzi, którzy postanowili sprzeciwić się reżimowi władzy i życiu w ucisku.

Filmów o trudach życia w PRL-u i walczącej opozycji w Polsce powstało już wiele. Nasuwa mi się pytanie czy nie za dużo. Szczególnie, że obraz „Polski walczącej” w każdym z nich jest taki sam. Grają nawet ci sami aktorzy, zastosowana jest ta sama konwencja. Niemal w każdym obrazie reżyserzy chcąc wzmocnić efekt posługują się filmami archiwalnymi, które najdobitniej ilustrują absurd tamtych czasach. W tle zawsze przygrywają czołowe rockowe zespoły lat 80-tych. Taki obraz tamtych czasów jest oczywiście autentyczny. Problem w tym, że zaczynam już odczuwać zmęczenie ciągłym powielaniem tego samego tematu bez nuty świeżości. Podobnie jest w filmie Wajdy. Właściwie gdybym włączyła ten film w środku, nie znając jego tytułu, nie wiem czy nie pomyliłabym go z jakimś innym. Sztuka filmu polega przecież również na tym, żeby umieć na te same wydarzenia patrzeć z różnej perspektywy, pod różnych kątem. Umieć inaczej „mieszać barwy”, łączyć te same elementy w nowe konfiguracje. Tego mi w filmie o Wałęsie zabrakło.

Odniosłam też wrażenie, że celem tego filmu było nie tylko przedstawienie historii jednego z najsłynniejszych Polaków na świecie, ale również w dużej mierze odpowiedź na oskarżenia wobec byłego prezydenta. Jak wiadomo kontrowersje wokół Lecha Wałęsy obecne są w polskim dyskursie politycznym od dawna. Nie dla wszystkich jest on krystaliczną, jednoznacznie pozytywną postacią. A to pojawiają się oskarżenia, że donosił, że był agentem, że podpisał to, czego podpisywać nie powinien. No i jeszcze słynne mieszkanie na Zaspie. Skąd, jak, na jakich zasadach je dostał? Nie mam zamiaru opowiadać się po żadnej ze stron, nie czuje się kompetentna, żeby zabierać głos w tego typu dywagacjach. Widać jednak, że film wielokrotnie odnosi się  do tego typu oskarżeń, choćby tłumacząc jak to się stało, że po roku 80-tym Wałęsa otrzymał słynne gdańskie lokum. Wiadomo – zagorzałych przeciwników Wałęsy film na pewno nie przekona. Nie oto jednak chodzi. Należy pamiętać, że film pójdzie w świat i ukaże naszego byłego prezydenta jako człowieka z krwi i kości. Jako postać autentyczną, a nie papierową.WAŁĘSA

Największym zarzutem jaki można postawić twórcom „Wałęsy” jest to, że film jest po prostu nudny. A przecież opowiada historię, która zmieniła sytuację polityczną środkowej i wschodniej części Europy. Niestety, jedyną jego wartością jest wartość informacyjna. Jest jakby „broszurą”, która ma pokazać światu jak to się stało, że jeden człowiek był w stanie wyprowadzić „lud na barykady”. Paradoksalnie, mimo zajmującego tematu, obraz jest właściwie pozbawiony emocji. Aktorzy grają co najwyżej przyzwoicie. Robert Więckiewicz jako Wałęsa był o tyle przekonujący, że niemal perfekcyjnie opanował sposób mówienia głównego bohatera. Szkoda, że nie starał się pokazać czegoś więcej. Myślę, że to Agnieszka Grochowska, wcielająca się w rolę Danuty Wałęsy, najbardziej wykorzystała drzemiący w niej potencjał. Niekiedy miałam wrażenie, że to ona staje się tu postacią pierwszoplanową.

Czy taki film powinien był powstać? Czy chodziło o to, że  Andrzej Wajda – biorący na warsztat wielokrotnie polską historię – czuł powinność, aby taki film zrobić? Pewnie trochę tak. Niestety to nie jest najlepsza motywacja, bo zamiast dzieła, które stanowiłoby w przyszłości kanon kina polskiego, powstał film ledwie poprawny. Szkoda, że potencjał tematu nie został w pełni wykorzystany.

 

0 comments on “„Wałęsa – człowiek z nadziei” – o filmie słów kilkaAdd yours →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.